czwartek, 13 października 2016

Mama wraca do pracy…


Od około 2 miesięcy pracuję, co prawda nie na cały etat, tylko ok. 4-5 godzin, 4-5 dni w tygodniu, na szczęście mam takie możliwości, że pracę mogę dopasować do siebie i kilka rzeczy mogę też wykonać w domu.

Po tym czasie przyzwyczaiłam się stopniowo do rozstawania z moim Maluszkiem praktycznie codziennie od poniedziałku do piątku, no chyba, że mam coś do załatwienia, albo bardzo tęsknię za moją Julą, to robię sobie dzień wolnego i spędzam z nią czas, a później nadrabiam zaległości w pracy.
Na początku nie było mi łatwo podjąć decyzję o „powrocie” do pracy i o tym, że nie będzie mnie z nią w każdym momencie jej szybkiego rozwoju… No ale cóż.. pogodziłam się z tym, głównie ze względu na warunki mojej pracy, a zwłaszcza to, że pracuję niedaleko i nie tracę czasu na dojazdy, a moja Malutka jest wtedy pod świetną opieką teściowej, która dysponuje wolnym czasem i bez problemu zgadza się, żebym podrzucała do niej wnuczkę ;-) i tęskni, jak nie widzi jej chociaż 1 dzień(i chyba z wzajemnością, bo Julka też ją uwielbia).

„Mama wraca do pracy” 

– to takie popularne w ostatnich czasach zdanie w kręgu kobiet kończących urlop macierzyński.





Ktoś, nie mający dziecka może myśleć, że to nic wielkiego ani specjalnego, skończyło się lenistwo i pora w końcu się wziąć do roboty… Nic bardziej mylnego!! Jest to przejście ciężkie zarówno dla mamy, ale i dla dziecka, bo przecież to, niby nierozumne maleństwo, wszystko czuje i orientuje się, że coś się w jego otoczeniu zmieniło: mama była obok przez 24 godziny, a nagle jej nie ma przez 8 godzin dziennie i do tego jeszcze, najczęściej pojawia się na jej miejsce zupełnie obca osoba, która stara się zastąpić NIEZASTĄPIONĄ MAMĘ!!!!


W takim razie, jak zrobić to przejście bardziej płynnym, praktycznie niezauważalnym, żeby zniwelować wszelkie złe odczucia zarówno dla mamy, jak i dla dziecka…???

Chyba ciężko znaleźć odpowiedź na to pytanie. W Internecie można znaleźć na pewno bardzo dużo złotych rad, jak pomóc sobie i dziecku, ale czy są one skuteczne, o tym dowiemy się tylko, jak podejmiemy ryzyko i zostawimy dziecko w pierwsze dni pracy. Może się okazać, że oboje przeżyjemy to ciężko, albo któreś z nas nie odczuje różnicy(co według mnie jest niemożliwe), albo oboje przyzwyczaimy się szybko bez dużych rewolucji…

Jak to było u nas…


Około miesiąc wcześniej(Julka miała wtedy ok. 10 miesięcy) – przed podjęciem ostatecznej decyzji, że wracam do pracy umówiłam się z teściową, że będę ją podrzucać na próbę, na 2 godzinki dziennie, 2-3 razy w tygodniu. Później stopniowo zwiększałyśmy ten czas i do tej pory, odpukać, nie było żadnych zgrzytów ze strony Julki. Teraz jak ją zawożę, daje mi buzi, robi papa, odprowadza do samochodu i wie, że będzie się bawić z babcią, zje obiadek i koło 13 po nią przyjadę( podobno jak zbliża się 13, to już chodzi koło drzwi i czeka na mnie;-))
Poszło dosyć gładko, ale to chyba dla mnie były najtrudniejsze początki, bo mimo wszystko jednak ciężko się przełamać i nie zastanawiać się co ona tam robi, albo czy wszystko ok, ale teraz już wiem, że świetnie się bawi z babcią. Najgorsza w tym wszystkim jest 
tęsknota…

Największa tęsknota w przerwie na kawkę, bo dziwnie się ją pije w spokoju, bez Maluszka obok..


Mam takie szczęście, że mam elastyczną pracę, pewnie jakbym miała iść od razu na cały etat i jeszcze gdzieś dojeżdżać, to nie zdecydowałabym się na razie na powrót. Póki co daję rade ogarnąć rodzinkę, dom, pracę i jeszcze,….
na dodatek wymyśliłam sobie, że teraz jest dobry czas, żeby wybrać się na studia II stopnia – magisterskie. Ciągle chodził mi po głowie ten pomysł, odkąd obroniłam licencjat(2 lata temu) i teraz przyszła pora na jego realizację. Julka już jest na tyle duża, że zarówno obie babcie, jak i tata są w stanie sobie z nią poradzić, tym bardziej, że, na szczęście jest grzeczną dziewczynką. Idąc za ciosem w ostatni weekend miałam pierwszy zjazd i dzisiaj myślę, że była to dobra decyzja. Plan zajęć mam tak dobrze ustawiony, że spokojnie mogę pogodzić naukę z życiem rodzinnym, pewnie do momentu sesji, ale z tym też jakoś damy radę….

Dodatkowym plusem tego całego szaleństwa jest to, że mam kontakt z ludźmi, nie siedzę ciągle w 4 ścianach z Julką(co uwielbiam nad wszystko inne, ale na dłuższą metę mogłoby być przytłaczające, zwłaszcza w zimie), pomiędzy jedzeniem, sprzątaniem, zabawą itp… tylko mogę w dwa weekendy w miesiącu oderwać się od tej codzienności, a przy okazji czegoś nowego się nauczyć.

Taki słodziak w łóżku rano w niedzielę, a Mamie się zachciało iść do szkoły...


Najważniejsza przy tym wszystkim jest organizacja!!! Czasami trzeba odłożyć kilka rzeczy na bok, żeby spędzić więcej czasu w ciągu dnia z Maluszkiem, a później wieczorem odrabiać zaległości, ale w tym wszystkim najważniejsza jest ONA i wszystko co robimy(ja i mój mąż), to robimy dla NIEJ!!!!



P.s. już teraz wiecie, dlaczego ostatnio ciężko mi znaleźć chwilkę, żeby tutaj się odezwać…

Zapraszamy też na naszego Facebooka i Instagrama, na którego łatwiej i szybciej jest mi coś dodać – przez to będziemy z wami na bieżąco ;-)




M&M

czwartek, 29 września 2016

ZUM – Zakażenie Układu Moczowego u Niemowlaka

Co u nas słychać???


Baaardzo dawno nie było tutaj żadnego postu… Złożyło się na to kilka czynników, z których najważniejszy to kolejny ZUM – Zakażenie Układu Moczowego… i o tym dzisiaj u nas…



„Zakażenie układu moczowego (ZUM) u dzieci jest stanem zapalnym wywołanym obecnością bakterii (rzadziej wirusów lub grzybów) w drogach moczowych. Predysponowane do ZUM są dziewczynki, ze względu na krótką cewkę moczową. Najczęstszym pierwszym objawem choroby jest wysoka gorączka niewiadomej przyczyny.”
(źródło: Internety ;-))


Wspominałam w którymś poprzednim poście, że w marcu przytrafiło się Maluszkowi zapalenie układu moczowego. W zasadzie jedynym tego objawem była wysoka gorączka utrzymująca się kilka dni, którą początkowo wiązałam z przebijaniem się nowych ząbków, bo to był też czas wielkiej kumulacji – kiedy szło 6 zębów naraz… Julka była wtedy bardzo zmieniona, smutna, zmęczona, osowiała. Trochę mnie to jej zachowanie zaniepokoiło, że z pogodnego dzieciaka zrobiła się taka maruda.
Skontaktowałam się z naszą Panią doktor, która od razu zleciła zrobić badanie moczu i to było jej strzałem w dziesiątkę.
Z badania wyszło, że ma dużą ilość Leukocytów w moczu, a to oznacza właśnie ZUM. Od razu dostała antybiotyk, po którym wyszło jej uczulenie – wysypka i trzeba było zmienić na inny, na szczęście skuteczny i szybciutko wszystko wróciło do normy.


Jak pobrać mocz niemowlakowi??



Woreczek na mocz


Największym problemem w tym okresie było pobranie moczu 7 miesięcznemu Maluszkowi… Najpierw próbowałam dostępnych w aptece woreczków, które przykleja się do pupy i zakłada na nie pampersa, niestety u nas się nie sprawdziły, bo mała sikała wszędzie na boki, tylko nie do worka, albo w czasie, jak miała niezałożony woreczek… Pozostał w takiej sytuacji tylko kubeczek i czekanie, aż łaskawa panienka zechce zrobić siku – a wtedy paniczne łapanie do pojemniczka. Dodam jeszcze tylko, że musieliśmy ten mocz łapać codziennie przez bodajże tydzień… była to jedna wielka masakra tym bardziej, że Julka zaczynała w tym okresie siadać i była coraz ciekawsza wszystkiego, co wokół niej się działo.
Wyglądało to co najmniej komicznie jak ona leżała na łóżku na przewijaku a ja nad nią wisiałam z kubeczkiem i robiłam wszystko, co w mojej mocy i inwencji, żeby zatrzymać ją w jednym miejscu czasami nawet 2 godziny….

Po skończonej antybiotykoterapii wróciła Nasza Julka i wszystko było okey, aż do czasu dwa tygodnie wstecz…


Bezobjawowe Zapalenie Układu Moczowego


Mieliśmy wyznaczony termin szczepienia po skończonym roczku i Pani Doktor zleciła przed wizytą u niej powtórzyć mocz dla pewności, że wszystko jest w porządku i może spokojnie zaszczepić Julkę.
Tak, jak prosiła badanie zrobiłyśmy i poszłyśmy na wizytę, a tu niespodzianka, a właściwie bardzo poważna sprawa – z badania wyszło, że Maluszek ma kolejne ZUM i to w gorszym stopniu niż ostatnio, co ciekawe BEZ ŻADNYCH OBJAWÓW!!!!
Pediatra straaasznie się zdziwiła, że przyszłam z dzieckiem zupełnie zdrowym, nie pokazującym, żadnej choroby, a tu takie paskudztwo się w niej ukryło… I znów antybiotyk, i znów codzienne badanie moczu ogólnego i dodatkowo najważniejsze było zrobienie posiewu moczu – badania, dzięki któremu mieliśmy się dowiedzieć jaka bakteria tam się zasiedliła i jaki antybiotyk będzie skuteczny w walce z nią… Niestety na wynik tego badania czeka się 7 dni…
Po 2 dniach okazało się, że wartości Leukocytów wzrosły, a to oznaczało, że pierwszy antybiotyk nie działa, tak jak należy i trzeba zmienić na inny – tym razem był skuteczny i po mału wszystko wróciło do normy…
Teraz już jest w porządku, dzisiaj Mała dostała ostatnią dawkę antybiotyku, ale mamy skierowanie do Nefrologa, żeby przyglądnął się konkretnie tym nawracającym chorobom…


Pobranie moczu „roczniakowi”


Tym razem było o tyle łatwiej, że od ok. 2 miesięcy Julka sika na nocnik!!! Dlatego pobranie moczu było bardzo proste: wystarczyło podstawić pojemniczek w nocniku pod pupę i posadzić ją od razu po przebudzeniu – 2 minutki, a nawet mniej i kubeczek był gotowy do oddania do Laboratorium.



Swoją drogą: nie wyobrażam sobie teraz gonić za nią z pojemniczkiem i podkładać jej pod pupę jak zacznie sikać, zwłaszcza, że zazwyczaj wszystko idzie po nogach….



I takie u nas chorobowe nowości, teraz walczę o jak najszybszą wizytę u Nefrologa, ale z tego co się orientowałam, to najbliższe terminy są na styczeń….



Nauczka dla nas po ukrytym ZUM – kontrolować mocz przynajmniej raz w miesiącu!!

Przesłanie dla mam i dla przyszłych mam: raz na czas zbadaj mocz swojego niemowlaka, a w przypadku wysokiej gorączki (zwłaszcza bez innych objawów) zrób to od razu!!!




M&M

środa, 24 sierpnia 2016

Wspólny roczek



Kiedy to minęło??? - to pytanie chyba najczęściej zadaje sobie każda mama w dniu urodzin swojego maluszka.. I dzisiaj przyszła pora na mnie... 

Niby rok, niby nie dawno, a jednak trochę czasu zleciało i wieeele się przez ten rok zmieniło. Można powiedzieć, że całe nasze życie obróciło się przynajmniej o 180 stopni. Okazało się, że przyszła na świat maleńka istotka wokół której kręci się teraz każdy mój dzień.

Nie znałam wcześniej tego rodzaju miłości Matki do Dziecka.. a teraz wiem, że jest to najwspanialsze uczucie, którego powinien doświadczyć każdy w swoim życiu. Miłość bezgraniczna, niezależna od niczego. Bez względu na ilość poświęceń, nieprzespanych nocy, czy momentów marudzenia kocham ją najmocniej na świecie!

To był bardzo intensywny rok, bardzo obfity w zmiany i nowości - wspaniały rok we trójkę!!

Bilans Maluszka - roczniaka:

* ma 80cm długości
* waży 10,5 kg
* ma 10 ząbków !!! i 2 kolejne w drodze
* samodzielnie siedzi, stoi, robi 2 kroczki ;-), przy meblach chodzi stabilnie
* trzymana za rączki chodzi (a właściwie biega)
* mówi: mama, tata, baba i tym podobne wyrazy własnej twórczości
* ostatnio sadzamy ją na nocnik i bez problemu załatwia tam swoje potrzeby, czasami po kilku sekundach od posadzenia, a czasami po kilku minutowym posiedzeniu ;-]
* uwielbia słowo "AM" - jeść, którego używa ok. 10000 razy dziennie, niekoniecznie będąc głodną
* jeść też uwielbia i bez większego problemu zjada większość podanych przeze mnie rzeczy z takim smakiem, że nawet najedzony by przy niej zgłodniał!!
* śpi raz dziennie około godzinki, rzadko dłużej
* zasypia ok. 20-21 i wstaje ok. 8 rano

To chyba najważniejsze wieści z życia naszej Kruszynki;)

A poza tym: 

* jest cudowna
* jest non stop uśmiechnięta
* bardzo lubi się tulić i dawać buziaki nam i wszystkim zabawkom(zwłaszcza pluszakom)
* uwielbia postać Kubusia Puchatka - dlatego tort musiał być taki, a nie inny!
* od urodzenia do tej pory wszyscy zwracają największą uwagę na jej duuuże oczy i długie rzęsy!!
* jest naszym Największym Skarbem

A teraz kilka zdjęć na porównanie ile się zmieniło..


tak jest teraz:
Dzisiaj









tak było rok temu:








Hasło: "Szczęścia nie można kupić, ale można je sobie urodzić" - w 100% jest wymową naszego wspólnego życia z Maluszkiem!



M&M

czwartek, 4 sierpnia 2016

Zakynthos, Laganas – pierwsze wakacje Mamy, Taty i Maluszka

Zaległości


Dawno nas tutaj nie było… Maluszek ostatnio stał się coraz bardziej absorbujący. Jest coraz ciekawsza otaczającego świata i wszystkiego, co się wokół niej dzieje, a do tego dochodzi jeszcze jej hasło przewodnie: szkoda czasu na spanie!!! W ciągu dnia sypia max godzinkę i chodzi coraz później wieczorem spać – ok. 21….. To wszystko wzięte w tzw. „kupę” powoduje brak czasu u mamusi, no ale cóż, czego się nie robi dla takiego słodziaka! Jestem w stanie odłożyć wszystkie rzeczy do zrobienia na później, tylko po to, żeby spędzić z nią każdą chwilę, pokazywać świat i uczyć ją nowych rzeczy.

Swoją drogą… ciekawa jestem jak u Was wygląda dzień z około rocznym Maluszkiem… czy też, tak jak my spędzacie większość dnia aktywnie, na wspólnych zabawach i nauce nowych umiejętności???

Na temat - Zakynthos


A wracając do tematu, który miał się pojawić na blogu - to dalszy ciąg mojej opowieści o wakacjach, a dokładniej o pięknej wyspie Zakynthos, na którą dane nam było się wybrać we trójkę.

Przed wyjazdem zastanawialiśmy się między Zakynthos, a Rodos. Wygrało Zakynthos ze względu na miejsce i godzinę wylotu – lotnisko w Krakowie i start o 12 w południe. Rodos w ten dzień był dostępny tylko wylot z Katowic i o niezbyt przystępnej porze, jak na podróż z Maluszkiem – ok. 3 w nocy…

Wyspa, sama w sobie przepiękna, zwłaszcza fotografie z Zatoki Wraku, na którą organizowane są najpopularniejsze wycieczki, ze względu na cudowne widoki i niezwykły błękit wody.


Zatoka Wraku

Laganas


Wybraliśmy hotel w miejscowości Laganas – ok. 10 minut od lotniska autobusem, to też było dla nas ważne, bo podróż z Julką wydłużona o kolejną godzinę, czy dłużej, mogła skutkować ciężkimi zarówno dla niej, jak i dla nas chwilami.

Laganas


Laganas jest uznawane za centrum turystyczne wyspy, przede wszystkim jako region bardzo imprezowy. Trochę się tego obawiałam, że momentami – zwłaszcza w nocy może być głośno, ale nasz hotel był położony w bezpiecznej odległości od wszelkich dyskotek, dzięki czemu mogliśmy spać spokojnie. To, co na pewno jest mega atutem tej miejscowości to piękna, długa - 5km, szeroka i, co ważne piaszczysta plaża!!

Zwiedzanie z Maluszkiem



Tak naprawdę zobaczyliśmy tylko maleńką część tej wyspy – tam gdzie można było dojść spacerkiem z naszego hotelu plażą lub spacerkiem po mieście. Trochę szkoda, że nie wybraliśmy się na żadną wycieczkę z proponowanych w okolicy, no ale z Maluszkiem nie jest już takie proste zwiedzanie, zwłaszcza terenów, gdzie trzeba dłuższą chwilę jechać autokarem i spędzać cały dzień na zwiedzaniu w gorący dzień.
Bardzo dużą popularnością cieszyło się tam zwiedzanie na własną rękę – wynajęcie samochodu lub quada/skutera(najczęściej) i przegląd całej wyspy w max 2 dni, ale o tym niestety też nie było nawet mowy.

Bądź co bądź, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Nasze wakacje i tak były wspaniałe, spędzaliśmy czas RAZEM, trochę na plaży, trochę przy basenie i wcale niczego nam nie brakowało, a wręcz było wszystkiego zanadto!!










Mnóstwo spacerów to jest to, co lubimy najbardziej, a było tam naprawdę gdzie pospacerować. Bałam się też trochę, jak będzie się sprawował nasz wózek na piaszczystej plaży ale nie było najmniejszego problemu i przez to mogliśmy spacerować rano, wieczór i w południe i kiedy tylko chcieliśmy, wzdłuż i wszerz plaży.

Z jednej strony jest trochę niedosyt, że nie zobaczyliśmy tej słynnej Zatoki Wraku, ale z drugiej strony mamy pretekst, żeby za parę lat wybrać się tam znów, z doroślejszym już Maluszkiem(a może nie jednym) i zobaczyć piękno Zakynthos.



M&M



czwartek, 14 lipca 2016

Pierwsze wakacje z niemowlakiem

Wakacje, wakacje i po wakacjach… Był urlop, ale szybciutko się skończył – jak to zwykle bywa z wszystkim, co dobre i przyjemne… Na szczęście pozostaje ogrom pięknych wspomnień i mnóstwo zdjęć, dzięki którym nasze Największe Szczęście będzie mogło się dowiedzieć, gdzie ją rodzice włóczyli po świecie „ w pieluchach” ;-).






Tak to się ostatnio poskładało, że na szybkiego zdecydowaliśmy się na krótkie, czerwcowe wakacje. Bardzo na szybkiego, bo w środę wykupiliśmy wycieczkę, a w piątek byliśmy już w pięknej, słonecznej Grecji, a dokładniej na wspaniałej wyspie Zakynthos. Spędziliśmy tam baaardzo rodzinny tydzień i naładowaliśmy akumulatory na całe lato.
O urokach wyspy i o tym jak spędzaliśmy czas opiszę w osobnym poście, a dzisiaj głównie temat rzeczy – według mnie – najpotrzebniejszych do zabrania dla Maluszka na urlop.

Rodzinny czas


Niektórym pewnie się wydaje, że podróż z niemowlakiem to sama przyjemność, do której nic wiele nie potrzeba, bo przecież takie maleństwo większość czasu śpi, je na ogół tylko mleko i siedzi cały dzień w jednym miejscu w pampersie, którego trzeba dla zasady raz na jakiś czas zmienić… No cóż, myślą tak pewnie zwłaszcza ci, którzy swoich własnych dzieci nie mają lub mają, ale nie wyjeżdżają z nimi w dłuższe podróże.
Takie wyjazdy dają ogromną przyjemność i możliwość jeszcze większego zżycia się całej rodzinki, ale do łatwych nie należą, bo trzeba ze sobą zabrać cały „arsenał” rzeczy, które są niezbędne w każdym momencie dnia, ale też takich, które mogą okazać się potrzebne w którejś chwili podróży.



Nasze wyjazdowe "must have"..


Do tej pory jak jechaliśmy we dwoje na wakacje to nasze walizki wspólnie ważyły nie całe 20 kg (przy limicie 20 kg na osobę), a w te wakacje mieliśmy dwie walizki i każda ważyła 20kg!! - spora różnica, ale jak zaczęłam szykować rzeczy do zabrania to bałam się, że nawet w tych 40 kg ciężko będzie się zmieścić.. Praktycznie półtorej walizki to były akcesoria naszego Maluszka, a połowa została dla nas na same najpotrzebniejsze rzeczy ;-).
Mówię tutaj oczywiście o bagażu głównym, a bagaże podręczne to oczywiście dodatkowa bajka… Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność, a zwłaszcza na opóźnienia samolotu. Na szczęście kontrola celna pozwala na zabranie ze sobą większej ilości płynów dla dziecka, niż przyjęte 100ml. Dochodzi do tego wszystkiego jeszcze wózek, poduszka i kocyk i już wyglądamy jak wielbłądy ;-), no ale cóż, takie uroki posiadania dzieciaczka i chęci podróżowania z nim.

Bagaż podręczny dla Maluszka zawierał:


  • picie
  • mleko w pokrowcu termicznym lub produkty do jego przygotowania
  • słoiczek z obiadkiem/deserkiem (w zależności od wieku dziecka i czasu lotu)
  • pielucha
  • smoczek
  • pampersy ok. 3-4 sztuki
  • chusteczki nawilżane
  • coś na przegryzkę(np. Biszkopty, paluszki)
  • zabawki, takie, które Maluszek lubi i zainteresują go dłużej niż minutę
  • kocyk, bo w samolocie na ogół jest chłodno
  • poduszka – dla wygody małego śpiocha
  • zapasowe ubranko




Oprócz tych niezbędnych rzeczy dla małej spakowaliśmy też trochę naszych akcesoriów potrzebnych w podróży i z tego wyszły dwa, na szczęście lekkie bagaże – plecak i bardzo pakowna torba do wózka, którą kupiłam tydzień wcześniej.

U nas przydatne okazało się tylko picie i mleczko – przy starcie i lądowaniu, pampersy(na lotnisku), podusia i smoczek, bo Julka przespała cały lot zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.

Rzeczy, które zabraliśmy na tydzień:


  • książeczka zdrowia dziecka
  • termometr
  • podstawowe leki:
    * przeciwgorączkowe
    *odczulające – wapno dla dzieci/ zyrtec
    *woda morska w sprayu
    *Octenisept
  • pampersy ok. 30 sztuk (przydało się ok. 25 sztuk)
  • pampersy do wody - 14 sztuk (przydało się ok. 10 sztuk)
  • chusteczki nawilżane - 3 paczki (przydało się 1,5 paczki)
  • waciki kosmetyczne – 1 opakowanie
  • słoiczki z obiadkami - 8sztuk
  • słoiczki z deserkami - 8 sztuk
  • mleko modyfikowane - paczka
  • kaszka – paczka
  • woda mineralna – 2 małe butelki na pierwszy dzień, a później kupowaliśmy na miejscu
  • przekąski – herbatniki, biszkopty, paluszki
  • butelka na mleko
  • butelka na picie/niekapek
  • płyn do mycia butelek i szczotka
  • miseczka, łyżeczka, śliniak
  • podgrzewacz
  • pielucha tetrowa – 2 sztuki
  • nakrycie głowy - 2x
  • sweterek – 1x
  • strój kąpielowy – 2x
  • buciki
  • body krótki rękaw – 5x
  • body ramiączka – 3x
  • body długi rękaw – 3x
  • sukienka – 2x
  • krótkie spodenki – 4x
  • długie spodenki – 3x
  • skarpetki – 4 pary
  • kosmetyki do opalania dla niemowląt
  • płyn do kąpania
  • balsam pielęgnacyjny
  • krem na odparzenia
  • szczotka do włosów
  • ręcznik kąpielowy – 2x
  • mały basenik (najlepiej z daszkiem) – kupiłam w ostatniej chwili i doskonale się sprawdził przez całe wakacje – okazał się strzałem w dziesiątkę przy „nie chodzącym Maluszku”, ale też służył nam do kąpania w łazience – jako wanienka turystyczna
  • kółko do pływania dla niemowląt
  • zabawki, zwłaszcza takie, którymi można się bawić w wodzie




Z ubranek wykorzystaliśmy chyba nie całą połowę z tego co mieliśmy, bo większość czasu Julka spędzała w samym pampersie lub w stroju kąpielowym.


Mam nadzieję, że pomogłam Ci w jakiś sposób przygotować listę rzeczy na wyjazd ;-). Oczywiście według uznania każda mama powinna zabrać wszystko to, co podpowiada jej intuicja, że będzie potrzebne, byleby samolot udźwignął te ciężary….!!

Jeśli masz jakieś sugestie, czego nie zawarłam w moim „must have” to zostaw komentarz pod postem, być może w kolejnej podróży okaże się to dla nas lub dla innych mam niezbędne.




M&M




czwartek, 16 czerwca 2016

Kolejna nocna zmiana u Maluszka


Całkiem niedawno był post na temat nocnych pobudek… Dużo czytałam na ten temat, a ściślej, na temat tego, jak oduczyć Maluszka budzić się 3 razy w nocy na jedzonko.
Jakiś miesiąc temu udało nam się zmniejszyć tą ilość do 2 razy, a teraz jesteśmy na etapie coraz częstszego przesypiania całej nocki(zdarzyło się to ostatnio 3 noce pod rząd!!!).
Można powiedzieć, że to taki trochę nasz sukces, że oduczyliśmy Malutką tego, co chwilę temu było nie do przezwyciężenia.

A jak tego dokonaliśmy???



Któregoś wieczoru mówię do Męża, że mam plan, w którym musi mi pomóc jeśli będzie taka potrzeba - krytyczna sytuacja, a będzie to z korzyścią dla nas obojga – dla mnie wyspanie – to energia na nowy dzień wyzwań z Julką, a dla niego – energia na nowy dzień pracy.

Plan opierał się głównie na zaspokajaniu potrzeb maluszka jedynie wodą i usypianiem jej na rękach. A dokładniej.. kiedy się obudziła to dawałam jej do picia wodę, jak nie chciała, albo napiła się już wystarczająco dużo, to usypiałam ją dalej na rękach i odkładałam do łóżeczka. Chodziło głównie o przetrzymanie małego głoda…
Wiem, wiem, być może nie było to dla niej przyjemne zasypianie bez mleczka, ale prędzej czy później musiało to w jej życiu nastąpić. Wieczorem podajemy łyżeczką gęstą kaszkę, żeby zaspokoić głód na dłuższy czas i dopiero rano, około 8-9 mleczko na śniadanie.
Co prawda całą noc mam w podgrzewaczu wodę przygotowaną w razie awaryjnej sytuacji, ale od tygodnia nie użyłam jej w nocy, tylko dopiero rano.

Rola tatusia


A jeszcze o misji męża… Miała ona polegać na tym, że po próbie zaspokojenia Julki wodą, i po wszelkich próbach usypiania, będzie marudzić i płakać, to miał on wstać i zrobić mleczko, tak, żebym ja mogła spokojnie ją potulić, a on poda jedzonko.. Nie było jednak aż takiej sytuacji, ale, jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony…;-)


Kilka dni po urodzeniu


Ok. miesiąc temu...





I takie to zmiany u nas w ostatnim czasie zachodzą… Dzieciaczek dorośleje z dnia na dzień, tak szybko, że aż ciężko sobie przypomnieć pierwsze trzy miesiące jej życia, a tu zaraz będzie roczek… Dopiero większość czasu spędzała w pozycji leżącej... Jak wieczorem położyliśmy ją do łóżeczka, to spała ciągle w takiej samej pozycji, a teraz… śpi w każdą możliwą stronę.

I jak tu zatrzymać jej beztroskie dzieciństwo…??!!




M&M

czwartek, 9 czerwca 2016

Opalanie w ciąży


Większość Polek uwielbia mniej lub bardziej brązowy odcień skóry, dlatego, gdy tylko pojawi się słońce mamy ochotę wystawić jak największą część ciała i nabierać coraz więcej czekoladowego koloru. W zależności od typu cery nabieranie koloru może zacząć się od koloru raka, ale w większości przypadków po kilku dniach przechodzi on w ładną opaleniznę.

Opalanie może nieść za sobą wiele negatywnych skutków, ale nie sposób przecież rezygnować ze spaceru, czy wakacji, żeby uniknąć słońca… Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że słońce ma pozytywny wpływ na nasz wygląd, ale także na psychikę i zdrowie. Może przynieść sporo korzyści, jak na przykład: lepsze samopoczucie lub zwiększenie poziomu witaminy D w organizmie.
Najważniejsze w tym przypadku to odpowiednie przygotowanie i zabezpieczenie ciała przed szkodliwym działaniem promieniowania UV.

Zdarzają się też osoby, u których nie jest wskazana ekspozycja na promieniowanie słoneczne. Zazwyczaj są to osoby mające problemy skórne lub zdrowotne, często związane z hormonami.

Co w takim razie z kobietami w ciąży? Bo przecież u nich szaleje burza hormonów… I jaki wpływ ma opalanie na płód?


Istnieje wiele poglądów na ten temat. Nie jest ono wskazane, ale też nie jest zabronione. Wszystko jednak zależy od zdrowego rozsądku ciężarnej. Najważniejsze to, aby przestrzegała kilku ważnych zasad dotyczących kąpieli słonecznych.

Przebarwienia


Przede wszystkim trzeba pamiętać, że skóra w ciąży narażona jest na powstawanie zmian barwnikowych – tzw. przebarwień, ze względu na „nieład hormonalny”.
Dlatego ważne jest umiarkowane korzystanie ze słońca, a szczególnie ochrona odpowiednimi – wysokimi filtrami.



Wpływ na krążenie krwi


Promieniowanie UV rozszerza naczynia krwionośne, a wielogodzinne naświetlanie może prowadzić do zwiększenia ciśnienia krwi ciężarnej, co w skrajnych przypadkach może być powodem plamień, a nawet poronienia.
Aby temu zapobiec trzeba rozsądnie dobierać czas ekspozycji. Spacer, czy spędzanie czasu na słońcu zalecane jest w godzinach rannych i wieczornych, aby uniknąć momentu największego nasłonecznienia (w godzinach 11-15).



Temperatura u maluszka


Podczas opalania groźna jest również wysoka temperatura. Uznaje się, że dziecko odczuwa 1 stopień więcej niż panuje poza brzuchem matki.
Ze względu na to najważniejszy jest zdrowy rozsądek ciężarnej!

Ochrona brzuszka


Zaleca się, aby okrywać ciążowy brzuszek. Na rynku dostępne są stroje kąpielowe dla kobiet w ciąży, ale odpowiednie będą także zwykłe stroje jednoczęściowe lub dwuczęściowe - tankini w większym rozmiarze. Można też przykrywać brzuszek przewiewnym materiałem lub chustą.

Dla ochłody, jeśli jest taka możliwość przyjemnie jest polewać brzuszek chłodną wodą lub moczyć w niej materiał i przykładać do brzuszka.

Ochrona głowy


Kolejna ważna zasada to zakładanie nakrycia na głowę chroniącego przed zbyt dużym działaniem promieni słonecznych.

Jak to było u nas...


Rok temu w czerwcu, jak byłam w 34 tygodniu ciąży wymyśliliśmy, że może byśmy się przejechali gdzieś na wakacje, takie ostatnie we dwoje.. Po wizycie u lekarza, który stwierdził, że nie ma żadnych przeciwwskazań do wyjazdu za granicę, zaczęliśmy czegoś szukać. Samolot odpadł, ze względu na zaawansowaną ciążę. Wybraliśmy się do Hajduszoboszlo, co oznaczało ok. 7 godzinną podróż samochodem, co nawet było dość przyjemne, bo lubimy jeździć samochodem i podziwiać ładne widoki. Nasuwało mi się jednak ciągle pytanie, czy będę mogła się wystawiać na słońce, czy muszę spędzić tydzień w cieniu drzew. Wiadomo – Maluszek najważniejszy! Kupiłam tankini, nakrycia na głowę i kremy z wysokimi filtrami, no i w drogę… Pogoda była ładna i trochę czasu spędzaliśmy w słoneczku (przed południem), trochę w wodzie, a resztę w cieniu. I wszystko było w porządku zarówno ze mną (nie powstały żadne przebarwienia(na szczęście)), jak i z Maluszkiem (wróciliśmy w dalszym ciągu we dwoje z małym pasażerem w brzuchu;)).



Wniosek z tego taki, że jeśli wszystko jest okej z Mamą i Maluszkiem, dobrze zabezpieczymy się przed szkodliwym działaniem UV i rozsądnie będziemy z tego korzystać to nic złego nam nie grozi.




M&M